Z Dziennika Wąskiego

Do tej pory granice pokonywaliśmy naprawdę płynnie. Nic z tych opowieści, do których dotarłem (już bardziej) po wyprawie.
Ostatnia granica (RUS/KAZ), gdyby nie przegląd paszportu El`a, to w ogóle – jak wjazd na marketową stację paliw w weekend.

Nie wiedziałem ale już wiem, że to przejście graniczne, na którym teraz utknęliśmy, cieszy się bardzo złą sławą.
Przed nami do Tadżykistanu ledwie 115km a dystans ten (dwie granice UZ po drodze) pokonaliśmy w 23,5h!
Nikt z naszej paczki tego przejścia jeszcze nie przekraczał, łącznie z El`em, na którego doświadczenie bardzo liczyliśmy.

Z Kazachami poszło gładko ale to, co się działo po uzbeckiej stronie, to jakiś kosmos. Kiblowaliśmy 9h. Wjeżdżali tylko ci,co dawali w łapę.
El poszedł tą ścieżką ale nie zamierzał płacić. Plus był taki, że ustawiliśmy się w pierwszej „poczcie”.
Uzbewcy odprawiają średnio jedno auto na godzinę a kolejka, że ja pier…

Klimaty czysto azjatyckie… Czego tu ludzie nie przewożą osobowymi autami?! Od meblościanek z tapczanami (na jednym aucie), po… stado baranów. Trzy auta, to pełne wyposażenie domu:)
Klimaty klimatami ale nam się spieszy. W końcu do akcji wchodzi El. Bierze Bartka i mimo protestu pogranicznego „bramkarza” maszerują prosto do odległego o 100m budynku odpraw.

Chłopaki podzielili między sobą role. Klasyka: dobry i zły.
El straszył a Bartek łagodnie mruczał, że:
– Tak. Tak będzie.
Kwadrans później wjeżdżamy do odprawy:)
Oczywista każą nam wszystko wywalać na majdan ale się odprawiamy i to jest najważniejsze.
Przy okazji przyglądam się , jak ten posterunek funkcjonuje. Korupcja pełną gębą. Jawna, żadnych złudzeń. My jesteśmy tylko „dziwnym” wyjątkiem w regule.

Celnik próbuje nam jeszcze „komplikować” życie, że niby papiery i coś tam ale Bartek z El`em jak bracia Syjamscy, jadą z nim krótko.
Wreszcie po 12h wjeżdamy do Taszkentu i dalej prosto na Buston. Wszystko nocą.

O dziwo uzbecki post pokonujemy sprawnie. Z jakie 2h. Kolejki zero. Pogranicznik nawet pomocny, nikt się nas nie czepia. Ulga, bo czasu szkoda. Uciułana oszczędność z takimi wyrzeczeniami, rozmieniona na drobne przez mafijnych Uzbeków…

Taszkient nocą.

Wjazd na post tadżycki, na pograniczu magii.
Przed nami brama oblepiona zasiekami. Dojazd do niej wydzielonym korytarzem, jak do Trzeciego Świata… Jakbyśmy jechali na wymianę szpiegów.
Zresztą Uzbecy tak traktują Tadżyków. Kazachowie – Uzbeków a Rosjanie Kazachów.
W istocie to Tadżycy w tym regionie sa elitą kulturalną i nie tylko. W całym wilajecie samarkandzkim stanowią większość. Wobec nich,Uzbecy pozostają zwykłymi pastuchami.

Nie wiem, czy to świat trzeci, czwarty czy piąty ale na pewno INNY, lepszy. Kontrola graniczna jest jak z innej bajki. El przekraczał tę granicę i bardzo ją zachwalał. Pełna kultura. Zapewne wpływ na obsługę tutystów miały niedawne, dramatyczne wydarzenia (mord na rowerzystach).
Czuć odpowiedzialność, jaką Tadżycy biorą na siebie za ten niegodny czyn. Cały czas podkreślają (wszyscy) byśmy się czuli tu, jak u siebie w domu. Kraj jest bezpieczny, przyjazny turystom.
Ten akt terroryzmu nie może zniweczyć roli Roku Turysty, jaki ogłosił prezydent.

Wypełniamy kwity, żegnamy się „niedźwiedziami” i wjeżdżamy do Tadżykistanu!
Doznaję czegoś dziwnego… Wspominał mi o tym El.
– Po przekroczeniu tej granicy poczujesz ulgę i f-cznie coś, na kształt bycia we własnym domu.
Ale tym lepszym. Bez trosk, otwartym na przybyszów.
Sam zobaczysz, poczujesz…

Wschód słońca w Tadżykistanie… padamy z nóg ale wszyscy, poza Maurycym czujemy moc.

Poczułem:)