Z Dziennika Wąskiego

Dlaczego Jaszyl Kul jest jeziorem zielonym…?
Przekopałem się przez treści Bronisława Grąbczewskiego i nie znalazłem podpowiedzi. Widząc jednak zdublowany kadr autorstwa kuzynostwa Grąbczewskich odpowiedź znalazłem sam.

Stojąc na przeciwległym wzgórzu w zachodzącym słońcu odbijała się w nim cała zieleń letnich pastwisk.
Tamże schodzi się do doliny Karaszury – tu jeszcze strumienia, która zbiera wodę z topniejących lodowców Gór Piotra Pierwszego i wciska je strzelistym kanionem do wód Obichingoł. Na odcinku ledwie 30km łagodny strumień przeradza się w szalony „Dunajec”.

Gdzieś w połowie leży uroczysko Kulika, z którego „egzaminował” mnie El.
Pierwotnie nawet przez myśl mi nie przeszło, by spróbować się o tym przekonać osobiście ale…
El i Karpiu nazwali go lekkim z jednym poważnym akcentem – przełęczą Gardani Kaftar sięgającej 3800m. Na zdjęciu Bronisława Grąbczewskiego wyglądała groźnie ale jak ustaliło kierownictwo, z końcem lata wszystkie śniegi powinny być wytopione. Poza tym nie wymaga on (szlak) specjalistycznego szpeju jeno dobrej kondycji. Karpiu np.zdecydował się pójść w butach podejściowych, to znaczy takich mocniejszych adidasach. Ja coś takiego na nogach miałem…

Nie wiem, co mi strzeliło do głowy ale zapytałem nieśmiało, czy mógłbym się z ekipą trekkingową zabrać?

Gdybym wtedy wiedział, co mnie na szlaku spotka… ale nie wiedziałem. Pałałem młodzieńczą energią i entuzjazmem, że Karpiu… się zgodził!
– Tylko Wąski… Słuchaj… Za żadne skarby nie słuchaj El`a – jak się spakować! Włóż watę do uszu, bo inaczej wylądujesz w górach z dębowym stołem na plecach.
Cud, że El nie wziął gitary i roweru składanego np.

Nie do końca rozumiałem o czym do mnie mówi Karpiu, kiedy f-cznie rano nie zobaczyłem „spakowanego” El`a… Stolika nie miał ale składane krzesło tak. Siatka z Biedronki wypełniona grapefruitami z ręczną do nich wyciskarką…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*