Volven Mistral – zasadniczo test wełnianych skarpet armii norweskiej

No więc, mianowicie sytuacja taka, że namiot stestowany zimowo. Stestowany na podwórku kole trzepaka.. 🙂

Placówka testowa.
Tuż po za chodzie sprzęt gotowy do testu.

Plusy.
Ciepły, bo mało w nim miejsca w rynsztunku zimowym.
Minusy.
Za mało miejsca w pozycji siedzącej. Zanim zaległem w śpiworze namęczyłem się jak ch… cały czas podpierając czaszę namiotu czajnikiem. Na trwanie w niepogodzie nie nadaje się dla mnie.
Wysikać się idzie nie wychodząc z namiotu. Złośliwy mój organizm pozwolił sobie z tej dogodności skorzystać dwa razy.
Dopisała pogoda, o czym się przekonałem wychodząc z namiotu rano o 7.30, widząc czyste niebo. Sroki strzelały swym jazgotem od godziny dobrej. W sukurs im przyszły niebawem gołębie sąsiada. Wróbli świergot dolatywał z zakątków ogrodu, bliżej nieokreślonych, spontanicznie w odpowiedzi na krakanie srocze. Jakby ten samotny wróbel chciał wykrzyczeć:
– zamknijcie się k… jedne!
Łączyłem się z wróblem w bólu.

Poniżej przedstawiam mój rynsztunek zimowy:
– kalesraki „oddychające” z Juli + koszulka tożsama z długim rękawem,
– na kalesraki bawełniane majty,
– na majty dżinsy.
– na koszulkę bluza bawełniana z kapturem,
– na bluzę prawdziwie wełniany, prawdziwy norweski sweter, kupiony 30 lat temu w NRD,
– na stopy wełniane skarpety z demobilu norweskiego,
– na twarz afgańska chusta,
– na ręce rękawiczki z gównianego polarku,
– pod głowę dwa jaśki,
– pod dupę dwie karimaty.
Awaryjnie kożuch do kościoła (z przyciętym włosiem w środku).
Muszę mieć kawałek szmaty na twarzy, bo mi zawsze nos marznie a to nie daje mi spać.

O śpiworze słów kilka. Fjord Nansen Stavanger (eksploatowany przez 6 lat).
Wyświechtany i zasadniczo do czterech liter. Zajmuje mi zawsze połowę przestrzeni w szpeju wycieczkowym. Moja Straż Domowa marzła w nim latem w Guczy. Ja nie mogłem dogrzać stóp, więc założyłem drugą parę skarpet w środku nocy (jakaś elana z dodatkiem wełny ale skąpym). G… to dało, więc na końcówkę śpiwora narzuciłem kożuch. Moje stopy miały to dalej w czterech.
Gdyby nie to, zasnąłbym jak suseł, bo w takim opakowaniu nawet miękko mi było. Normalnie zanim się me obleśne ciało przystosuje do twardego podłoża musi minąć tydzień. Potem dalej się nie przystosowuje ale zasypiam już ze zmęczenia.
Zapewne na te stopy wpływ ma również moja technika spania w śpiworze. Otóż, ja nie umiem spać w mumii. Musze mieć swobodę dla łokci, stąd ramiona z klatą trzymam na zewnątrz. Dlatego śpię w śpiworze otwartym. Całe ciało daje radę tylko stopy nie. Pomijam fakt, że fabrycznie mój śpiwór (syntetyk) miał komfort: -2st., lim: -7st. Tak było zapewne kiedyś. Tym niemniej w samym namiocie było bardzo znośnie, mimo kole -12/14st. na zewnątrz.
Dzisiaj było tak, że przez te stopy drzemałem tylko więc w sumie, jak zwykle.

Tuż przed wschodem słońca test zakończony… 🙂
Straż Domowa przywitała mnie rano słowami: dzwoniłam do ciebie o 23-iej a ty nie wziąłeś telefonu!
Właśnie chciałem iść do ciebie sprawdzić czy żyjesz ale najpierw musiałam wypić kawę.
No i miałem farta. -37.1 (sic!) zanotowano w Jabłonce… 🙂