Teoria chaosu

Zidentyfikowaliśmy podstawowe determinanty przyrody ożywionej.
Tymczasem wjeżdżamy do świata równoległego: przestrzeni fazikowo-fazowej Lublinem i Golfem. Rzeczone – naszymi „motylami”. Spiewała już o nich, nieświadoma skutków – Irena Jarocka: …motylem jestem, uuu…

Nie da się przewidzieć pogody skutecznie. Przezorny bierze ze sobą parasol. My zabraliśmy Lublina 3 i Golfa 2. O roli i przygodach Lublina wspomi Wąski. Dociekliwi czytacze (ze statystyk blogu wynika, że to ledwie garstka osób a być może i robotów?) doczytają to i owo o samych pojazdach.

Ja dodam kilka słów o Golfie.
To, że zesrały się w nim na dzień dobry hamulce, było czymś na podobieństwo wystąpienia ulewy na pustyni Kara Kum czy innej Taklamakan. Zesrały się tak skutecznie, że trza było wymienić łożyska obu piast przednich. Jedno z nich zatarte było w skrajny piź…c. Dość powiedzieć, że problem nie został rowiązany ostatecznie na tej wyrypie i jedyną skuteczną możliwością kontynuowania wycieczki było nieużywanie… tychże. Czy ktoś przewidziałby taki finał zdarzeń na karkołomnych miejscami, pamirskich traktach…? – konia z rzędem.
Ale nie o tym. Przez Golfa opóźnienie wyrypy sięgnęło dodatkowe 2 dni (pierwsze dwa dołożył Lublin – działający wtedy stricte w układzie przestrzeni fazikowej). 2+2=4.

Z takim wynikiem meldujemy się na ruskiej granicy a powinniśmy na uzbeckiej – 4000km dalej. Za dwa dni Alik ląduje w Duszanbe a do Duszanbe, to my mamy jeszcze blisko 5000km…
Fazik biega z papierami Lublina (koniecznym było wystawienie upoważnienia notarialnego, tlumaczonego przysięgle na rosyjski dla waditieli Lublinba) i tu mu pani strażnik graniczna zadaje pytanie:
– Upoważnienie macie z dzisiejszą datą…?
Przy okienku stoję ja z Bartkiem i ten jak gdyby nigdy nic odpowiada: tak.
Oryginał tłumaczenia upoważnienia realizował Cichy w Radomsku… Rozumiecie? Nikt nie zwrócił uwagi na pomyłkę tłumacza!

Mnie zatkało… W danym momencie nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. Bartek potwierdził to z takim spokojem, że… pani strażnik graniczna (bardzo przychylnie nomen omen do nas nastawiona) przyjęla informację bez mrugnięcia okiem.
Celem wyjaśnienia.
Gdybyśmy przyjechali w terminie albo choćby dzień wcześniej ogromny problem miałby Fazik… Otóż najpierw odprawiani sa ludzie, dopiero potem auta. Fazik miał już wklepany wjazd do RUS w systemie i paszporcie.
Pomijam kiblowanie ekipy lublinowej na granicy ale Lublin zostałby cofnięty (tu razem z Fazikiem). Problem nie w kiblowaniu aż taki ile z dwukrotną ruską wizą Fazika. W tym momencie byłaby, po drugiej próbie – jednokrotną.
Musielibyśmy załatwiać wizę ruyską w drodze ale tu kolejny problem. Nie załatwisz ruskiej wizy mając ważną w paszporcie…

Patrzymy po sobie z Bartkiem (ten bardzo dobrze kmini dramat, bo tym się właśnie zajmuje na co dzień – pracuje w biurze pośrednictwa wizowego) i w ciszy pod „ladą” przybijamy sobie mocną, serdeczną piątkę… Rzucam w eter hasło:
– Bronek czuwa.
Bartek się uśmiecha. Zaczynam lubić tego chłopa.

Niewiarygodne, co płata nam los… Akcja z Lublinem, potem wybryki Golfa…
W tym momencie wiem, że ta wyrypa nie może się nie udać. Zaczeliśmy z wysokiego C i przez te kilka dni presji i ogromnego ciśnienia nikt nie pękł. Żadnych uwag, wszyscy nastawieni na realizację.
Zatem – Alleluja i do przodu!