Szlakiem Grąbczewskiego – Płaska, camp Tolka

Jadę… Dzisiaj nie pamiętam już trasy dojazdu, jaką wybrałem. Tym niemniej 7-mka do Elbląga w permamentnej przebudowie. Tylko na tym odcinku 1,5h w plecy. Na dwa pasy wjeżdżam już po północy.
Ekipa Lublinowa zbiera Bartka Grąbczewskiego z W-wy. Fazik jeszcze walczy na podwórku prawnuka Bronisława z hamulcami.
W środku nocy muszę stanąć, zamknąć oczy i 2h przedrzemać.
Obserwuję niepokojący objaw. Wiesiek na luzie dość wyraźnie miejscami przyhamowuje. Moje hamulce również po gruntownym przeglądzie – jedno łożysko przedniej piasty wymienione. Jadę w jakimś dziwnym amoku, oderwany od rzeczywistości. Byle do Tolka…

Na miejsce docieram parę minut po 6-stej. Budzę chłopaków, którzy dotarli na miejsce zbiórki bladym świtem i instalujemy się na campie Tolka celem dokonania ostatnich czynności służbowych.
W Lublinie musimy odnaleźć nr VIN na ramie.
W czasie między na zlot, którego organizatorem jest Tolek dociera na afrze kolega RonDell. W ogóle plac się powoli zapełnia Podlasiakami. Nie ma czasu na integrację jednak. Numer VINu odnaleziony z pomocą szlifierki kątowej. Nie było to łatwe zadanie. Pierwsze – grupa powłoka malarska, drugie – nikt nie wie, gdzie on tak naprawdę jest. Z instrukcji obsługi Lublina wynika, że w okolicach lewego, przedniego koła – „na 11-tej”.

Z Płaskiej ruszamy na granicę. Pada na Budzisko

Tradycją od 2015-tego jest zbiór „podpisów” na blachach Wieśka. Miejsce dla sympatyków.

Hamulce Wieśka zaś stają się powodem uzasadnionej troski. Lewa piasta grzeje się na maksa…