Szlakiem Grąbczewskiego – Na ostatnich nogach

W Staniszczach iskry się sypią. Wały…? Do wymiany ale… Nic nie jesteśmy wstanie zrobić. Gdyński oddział zurlopowany, bo wtorek wolny przecie… Co prawda telefon ktoś odebrał ale żadnej decyzji podjąć nie zdołał. Fazik nie znosi próźni i podejmuje karkołomną decyzję o przywróceniu układu przeniesienia napędu Lublina do stanu wyjściowego.

Idea słuszna. Dłuższy wał wygięty w banan, generuje wibracje, które mogłyby cały ten układ zdewastować na przewidzianej trasie – czyli dystansie ponad 14 000km. Wysoko w górach, przy małych prędkościach – nie będzie to już miało takiego znaczenia ale dojazdówka, to min 11 000km zakładaną prędkością 100km/h maks. Szybciej i tak się naszym struclem nie daje jechać chyba, że w hełmofonach. No i zużycie paliwa rośnie w postępie geometrycznym. Ekonomiczny przelot to 80km/h maks.

To, co teraz dzieje się przez trzy doby (robota leci niemal non stop), to „pimp maj rajd” czy jak się ten amerykański, ekspresowy program renowacji starych aut nazywał. Zrzut reduktora, montaż podpory wału, fabryczne wały tylko… skąd ten materiał wziąć w poniedziałkowe popołudnie…?
Nie pamiętam już kto, ale ktoś z naszych namierza „cmentarz” Lublinów w Strykowie. Właściciel jest na miejscu więc można przyjeżdżać po towar. Gospodarz wywala gałki (znaczy uszy), kiedy dowiaduje się na co idą fanty. Tak mu się pomysł podoba, że podpowiada jak usprawnić układ chłodzenia itp.
W związku ze związkiem czekają na nas wał, wiatrak, podpora wału i coś tam jeszcze.

Cichy do Strykowa startuje z Radomska i równolegle Karpiu ze Staniszcz. Cichy odbiera fanty i jedzie przeciwpołożnie do Karpia. Gdzieś w połowie trasy Karpia następuje przekazanie towaru. Ten do na miejsce dociera wieczorem…
Fazik jest w swoim żywiole. Iskry się sypią, piwo się leje kastami – „nic się nie dzieje”;)
Jedno jest pewne. Nie wystartujemy we wtorek a to był termin bezpieczny. Poza nami jest jeszcze ekipa samolotowa. Na pierwszy etap do Duszanbe przylatuje Alik, na trzeci Słodki. Do tego plan trekkingowo-wspinaczkowy mamy dość mocno napięty. Tylko jego realizacja wymaga dyscypliny czasowej (poza bardzo dobrą kondycją fizyczną). Podsumowując, robi się… ciekawie.

Ciekawie i interesująco, bo ponieważ wszyscy jak jeden, przyjmują to opóźnienie jako… przygodę. I tak przez Państwa będzie już od początku do końca tej wyrypy. „Przyglądam” się temu zjawisku z Przystanku Oliwa z zupełnie innej perspektywy. Czuję się za wszystko odpowiedzialny ale już nic nie zrobię. Trzeba dopingować, wspierać się, co też wszyscy czynią. Nie ma sensu żadna „analiza”.
Złożyć wsio do kupy i jak najszybciej startować – ot co.

W czwartek po południu chłopaki pakują się do Wrublina. Pytacie, co z reduktorem i bananowymi wałami do niego…? Ano lądują na… pace. Rosjanie nazywają takie fanty zapczciasti. My też.
Po dotarciu do Duszanbe, wrócą one na swoje właściwe miejsce. Po zjechaniu z gór akcja zostanie powtórzona. Taki jest plan i tego się trzymamy.
Skoro ekipa ruszyła, pakuję się i ja. Jadę jeszcze po „tradycyjne” zakupy. Trochę makaronu w cienkich nitkach, kilkanaście zup w proszku, trochę jajek do zagotowania na twardo, dwa razowe chleby, czosnek… Do dwóch pustych butelek po mleku wsypuję izolat aminkwasów. Droga używka ale ja mam ją w 1/3 ceny. Kupiłem worek 20kg tej „paszy” dla kulturystów za 220zł bezpośrednio od producenta. W górach będę sobie raz dziennie robił z tego koktail z dodatkiem słodzonego, pełnotłustego mleka w proszku, by „łykać” białko w otoczeniu lipidów. Ot, takie tanie wspomaganie.

W Golfie mam full miejsca. Przy złożonej kanapie, do bagażnika wrzucam drugie koło zapasowe. luzem w worku dekompresyjnym śpiwór i kitajski namiot dwuosobowy za 59zł. Z ciuchów starą kurtkę narciarską, jeden komplet termoaktywny (bluza z długim rękawem i spodnie) do spania w śpiworze, dwie koszulki z krótkim rękawem – bawełniane, krótkiego merynosa, trzy pary gatek, cztery pary skarpet ( w tym dwa długie, wełniane komplety), dół od dresu, dżinsy i polar 150. Klapki za 16zł i buty Army Gore. Extra bluzę z DK za 20zł – taki pseudo polarek. Ciepłe rękawice, czapkę zwykłą i z nausznikami oraz… krótkie spodenki. Kubek, zestaw sztućców, saszetka osobista plus zestaw do szycia – czyli igła i nici. Obcinam dokładnie paznokcie u stóp. Żarcie mieści się w małych, dwóch kartonach plus 3kg grapefruitów z ręczną wyciskarką w siatce z biedry.

Czwartkowy wieczór jest bardzo ciepły.
Siadam samotnie na minutku… Sprawdzam po raz ostatni dokumenty. Zatankowany po korek plus dwa kanistry: 10 i 5l. Tankowałem wcześniej na Auchan, gdzie jest najtańsze paliwo w całym regionie.
W portfelu 200zł, 450$ i 5000rbl. Musi styknąć na całość. Nie mam żadnej finansowej rezerwy.
Dokładnie o 21.34 odpalam Wieśka. Chłopaki właśnie dojeżdżają do W-wy…