Sarhad, to w języku dari – granica

Dzisiaj zacznę opowiadać historię o moim Evereście.

Każdy ma swój.

Mój, jak się okazało, był nie dość wysoki. Rzekłbym, taki sobie ale dla mnie okazał się granicą moich możliwości. Czasami warto sięgnąć tych granic, by dowiedzieć się czegoś o sobie.

Golgota. Geneza.

Gdy dotarliśmy do Sarhad, ostatniej wioski w dolinie Wachanu do której można dojechać samochodem (tylko i wyłącznie 4×4) poczułem spełnienie.
Radość ekipy połączona z ogromnym podnieceniem wyzwoliła same pozytywne emocje. Dowieźliśmy przecież z Mirmilem szczęśliwie cały szpej wspinaczkowy, zapasy żywności, lekarstwa i ludzi na ten koniec świata.
Nic dziwnego, że tego pierwszego wieczora postanowiliśmy to jakoś uczcić.
Rozbiliśmy się na podwórku jednego z trzech Guest House`s obecnych w Sarhad. To było moje pierwsze rozczarowanie. Sarhad, to w języku lokalesów – granica. Nie wiedzieć czemu miałem nadzieję, że w takim miejscu nie będziemy mieli do czynienia z przemysłem turystycznym. Myliłem się….

Jeszcze dwa lata wcześniej, kiedy przekroczyłem granicę w Iszkaszim ruch turystyczny był szczątkowy, organizowany przez jedno „biuro turystyczne” z Chorog w Tadżykistanie. Biuro prowadzone przez sympatycznego Rosjanina i Tadżyka. Poznałem ich na tej granicy właśnie. Poczęstowali kiełbasą i zapraszali: Darek, jedź z nami, „Zapadni” płacą! Guliali po Wachanie z zachodnimi turystami przez „całe 5 dni”, czyli do Sarhad i nazad…

Nam dojazd z Eszkaszem do Sarhad zajął dwa dni. Gdy gwiazdy, na wyciągnięcie ręki, usiały się manną po nieboskłonie okazało się, że nie mamy grama alkoholu!
No i jak naprawić błąd taki przeokrutny?! No tylko korzystając z tego, co oferuje okolica. Pod język tytoń i… moja gitara.
Mimo, że gitara moja była, nie grałem. Tytoniu też nie brałem, bo miałem już to doświadczenie za sobą. Jako niepalący wystarczająco sponiewierałem się tym lokalnym akcentem w 2007 na Nurkiem w Tadżyku, by go więcej nie trenować.

Miałem inne zmartwienia.
Simson po wytarganiu go z przyczepki, przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Przy mojej kulturze mechanicznej ogrom zastanych szkód mnie przeraził.
Kiedy wszyscy bawili się, ja, jak psychicznie upośledzony rozbierałem w kółko i składałem pompkę do pompowania simsonowych kół, która też k… nie przeżyła… Nawet ona!

Cdn…