Przypadek

Afganistan 2008 wyszedł trochę przez przypadek właśnie… Pierwotnie miałem jechać Toyotą do Chin, ale nie przeszedłem kastingu i postanowiłem powtórzyć Pamir z 2007-ego z kilkoma wariacjami i dwoma dominantami: Doliną Wielkiego Pamiru i Korytarzem Wachańskim, tym razem jednak – po afgańskiej mańce.

Z dzisiejszej perspektywy całe przedsięwzięcie tonie w powodzi podobnych. Jedno je tylko wyróżnia. Było pierwszym…

Tę relację dedykuję mojej żonie. Sporo bidula musiała znieść, bo raz, że region samą swoją nazwą wzbudzał największe obawy, dwa – tym razem jechałem sam… Pozwoliła mi na to. Dzisiaj wiem, ile ją to kosztowało.