Etapy mojej, lublinowej przemiany

Najważniejsza jest koncepcja. Program mojej transformacji miał być przede wszystkim ekonomiczny a jego efektem pozyskanie kilku cech, które umożliwiły by mi jazdę w trudniejszym terenie oraz rozszerzyły funkcjonalność. Zbliżającą mnie do auta turystycznego. Niekoniecznie kampera ale z podobnymi funkcjami.
Mój Kierownik wykonuje usługi również na terenie Polski a moja przestrzeń bagażowa (ogromna) daje szansę szerokiego zagospodarowania, umożliwiającego spokojne bytowanie w terenie z odpowiednim do tego zapleczem.
Jednym zdaniem, miałem służyć w pracy i w wypoczynku.

Założenia do systemu krótkie:
– wybór warsztatu do realizacji projektu z „możliwościami” (sprawa kluczowa),
– montaż reduktora,
– poprawa układu chłodzenia,
– umożliwienie dodatkowego zasilania różnych pokładowych urządzeń (odbiorników energii elektrycznej), w tym wyciągarki np.,
– montaż dodatkowego zbiornika paliwa,
– montaż przedniego zderzaka z płytą pod wyciągarkę z możliwością podnoszenia mnie hi-liftem.
Przy okazji przegląd „wszystkiego, co się da po drodze”.

Z tym „przeglądem” to się Mój Kierownik rozbujał nieco. Ku mojej chwale niewątpliwie, ale tego rodzaju sytuacje/projekty wywołują stany depresyjne u kierowników, na co trzeba być przygotowanym. Podstawą jest cierpliwość, w której ja celowałem i spora doza empatii, której mi przez cały projekt nie brakowało. Gorzej z Moim Kierownikiem. Powiedzmy jednak, że większość „złego” mamy już za sobą.

Jak to wyglądało w suchym przeglądzie faktów…? O tym w następnym odcinku. Na koniec tego jeszcze kilka uwag, dlaczego w ogóle Lublin do „tych celów”.
Moją silną stroną była stara konstrukcja właśnie. Oparta na solidnej ramie celująca prostotą wykonania, co z jednej strony umożliwia szereg napraw we własnym zakresie, z drugiej wszelkie ingerencje – poprawiające funkcjonalność.
Niebagatelnym atutem… niezawodność (dałem trzykropek, bo to zapewne nie jednego zdziwi) i dostęp do tanich części z rodzimego rynku.

W Fabryce Samochodów Ciężarowych w Lublinie powstałem jako kontynuacja produkcji lekkich aut dostawczo-ciężarowych. Długi proces projektowania i badań wdrożeniowych sprawił, że kiedy pierwsze Lubliny opuszczały fabrykę ich konstrukcja była już przestarzała. Sama praca nad silnikiem Andorii trwała od połowy lat 70-tych, na tyle długo, że świat odszedł w czasie między od pośredniego sposobu zasilania silnika. Niewątpliwą zaletą jednak tego, była dopracowana i niezawodna konstrukcja.

Równolegle trwały prace nad zabudową. Spójrzcie na mój prototyp z 1986-tego… Prawda, że w niczym nie ustępował konkurencji?

Na dzisiaj wystarczy. O samej fabryce i krótkim przeglądzie, co niej wyszło poczytajcie tutaj:
Historia lubelskiej Fabryki Samochodów Ciężarowych