Dzień trzeci

Do obiadu kawa z mlekiem, po obiedzie nic. Po pracy (fizycznej lekkiej) dwie małe kiszki kaszanki, z kiszoną kapustą na ciepło. Nie byłem głodny i w sumie mogłem odpuścić. Do tego czarka truskawek gołych i dwa małosolne. Wycisnę se jeszcze sok z grapefruita na konsumpcyjne finito.

A jutro se wmłócę kalafiora znowu. Tym razem jeszcze z zimowych zapraw i poprawię buraczkami (także zimowymi). Czereśnie kuszą ale u nas, na północy, cena jeszcze nie zadowala.

Kurde… Kałdun się trzyma i ani drgnie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*