Duszanbe – dolina Raszt – Dżylandy

Jesteśmy w komplecie z Alikiem. Kierunek Dżirgatal i dalej letnie pastwisa Dżylandy. Do pokonania około 280km, Planowany postój w Garm z wizytacją na bazarze, którą osobiście polecam.
Niestety przystanków jest więcej. Kontroluję temperaturę piast i lewa się grzeje bardziej niż prawa. Lewa, w której wymienialiśmy łożysko w Duszanbe… Fazik wymięka… Trza hamować jak najmniej a najlepiej… wcale.
Taa… Nie podnosi mi to morale. Droga do zjazdu na Chorog też dziurawa jak durszlak, nie poprawia nastroju.

Jest robota.
Stanęliśmy przy myjni samochodowej.

Schładzamy piastę.

No i kolejny postój…
Fazik dumajet, dumajet i nicziewo nie wydumajet:)

Za posterunkiem na którym M41 prowadzi do Chorog mamy dobry asfalt. Mkniemy bez przeszkód. W Garm uzuzpełniamy zapasy i tam przesiadam się do Lublina, by odpocząć. Rzucam się na tylną kanapę i próbuję się zdrzemnąć..
Chłopakom po prawej towarzyszy łańcuch Gór Piotra Pierwszego. Te pasmo będziemy przecinać z buta w osi płn-wsch/płd-zach.

Pierwszy raz jesteśmy spisani. W GBAO przy wlotach do wszystkich kluczowych dolin są takie posterunki.
Za dni kilka Fazik tu skręci na prawo (w swoje lewo) by nas odebrać z doliny Obichingoł. Tymczasem…
…suniemy do Garm z nieprzyzwoitą wręcz predkością.

Jedziemy historyczną doliną Karateginu. Długo jej mieszkańcy` byli niezależnym księstwem, ulegając w połowie XIXw Bucharze a w 1895r. carskiej Rosji. Zasadniczo zawdzięczają to Grąbczewskiemu właśnie ale o tym później wspomni Wąski.
Gdzieś tam po lewej zostawiamy Choit. Miejsce największej tragedii w dolinie jaka wydarzyła się 10 lipca 1949r.
Ze wzgórza nad Choit zszedł Syl – lawina błotna. Do dzisiaj widać wyraźną bliznę w przyległej do wioski górze.
Pod błotem legły 33 wioski a wraz z nimi blisko 30 000 mieszkańców.
Będzienmy je (urwiska po Sylu) „podziwiać” niebawem. Niestety to skutek rabunkowej na przyrodzie działalności człowieka, który sukcesywnie wyciął większość drzew stabilizujących stoki górskie. Dzisiaj przy większym opadzie, co rusz schodzi jakaś mniejsza lub większa lawina błotna. Okoliczne wzniesienia wyglądają jak podcięte niczym luźna – hałda piachu…

Góry Piotra Pierwszego – pasmo zachodnie.
A nasz statek płynie, w coraz lepszych nastrojach. Co tam sprawdza Alik?
Do kogo śmieje Bartek?

Do Dzirgatal wjeżdżamy tuż przed zmrokiem. Przejeżdżamy most i jedziemy do Dżylandy. na tej szutrowej, górksiej drodze zastaje nas noc. Wyprzedza na jakiś UAZ z dżentelmenami pod krawatem i… staje. Zblokowała mu się skrzynia. Bartka żywioł – stary Rusek. Z Fazikiem ogarniają zagadnienie dużo lepiej od załogi UAZ-a. Po godzinie walki UAZ odpala w końcu (na pych, na wstecznym biegu) i odjeżdżą. Bierzemy na pokład jednego urzędnika jako przewodnika i lecimy do wioski.

Most na Wachszu. Kierunek południe, cel – Dżylandy.
Jutro będzie jeszcze ciekawiej.

O dziwo nie proponują nam noclegu prosząc, byśmy rozbili się gdzieś za wioską, by ta nie miała z nami nic wspólnego… A, bo to nie wiadomo itd. Nie ma problemu. Stajemy na nocleg we wskazanym miejscu i się żegnamy.
W sumie, to jestem mocno zdziwiony takim obrotem sprawy ale… Pora stawiać namioty. Pierwszy raz na tej wyrypie.
idzie nam to wyjątkowo nieporadnie. Wsio z powodu ciemności i jakiegoś wesołego rozprężu.
Kolejna integracja w toku ale mnie dopada mega zmęczenie i idę spać.

Liczę w pamięci dni, na które mogę sobie jeszcze pozwolić towarzysząc kolegom.
Wyjechalismy 16-tego. Dzisiaj mamy 24-tego. Czyli 8 dni w trasie. Zostaje mi jeszcze 9 maks, Trzy/cztery dni na szlak i potem 6/5 dni na powrót. Będę wracał przez UZ ale jak pomyślę o tej granicy, to… Pal sześć. Jeden dzień do Duszanbe, drugi do Taszkentu i potem w 4 dni do domu. Liczę po ciemku na palcach… Przy mega dyscyplinie powinienem to szafnąć. Byle tylko piasty wytrzymały…
Tradycyjnie już nie mogę zasnać. Zawsze tak mam w obcym terenie, bez wpływu na to te radosne krzyki, które do mnie docierają echem. Byle jak najszybciej dojechać do jeziora jutro i potem od razu na szlak. Tam ma być, powtarzam w myślach próbując zasnać.

Chłopaki tymczasem ochoczo dezynfekowali się likierem podlaskim i lokalnymi wynalazkami, tak się przy tym światłem bawiąc.