Dach Świata Podróż po Pamirze 1927

Mini słowniczek:
rabat – stacja/schronisko
raj – soczyste, obfite pastwiska
seraj – pałac, zajazd
tasz – kamień
ladżuar – rubin
ak – biały
zor – szary
kyzył (surch) – czerwony
kara – czarny (też czysty)
sary – zółty
su (dara) – rzeka
ob – woda
kuł – jezioro
koł – dolina
muz – lód
garm – gorący
czaszma – źródło
kałai – twierdza
kiszłak – wioska
auł – kilka zabudowań (rodzinnych)
gumbez – cmentarz
owring – szlak na trawersie skalnym zbudowany z prowizorycznych, drewnianych kładek przysypywanych ziemią
arłyk – rów zasilający pole w wodę
langar – raj
daszt – letnie pastwisko
ałaj – tabun, stado, pułk, szyk bojowy ale też „chwytaj niebo”
basz – głowa
karawan-baszi – prowadzący karawanę
mazar – grób
tutek – choroba wysokogórska
tursuk – „ponton” z nadmuchanej skóry barana
kiik – górski kozioł o małych rogach
archar – kozioł Marco Polo
basmacze – bandy kirgiskich rozbójników grasujących na pograniczu kirgisko-chińskim

W Pamir przez Góry Zaałajskie prowadzą tylko dwie drogi. Klasyczna – przez przełęcz Kyzyłart (jedyna do dzisiaj) i przełęcz Tersagar prowadząca do „Niezbadanej Ziemi” czyli do moreny lodowca Fedczenki i okolic. Stąd idąc ścieżkami kiików i archarów przez totalne pustkowia można dojść wzdłuż rzeki Kaindy i Bałandkiik lub Zułumart do jeziora Kara-kuł. Po drodze nie spotkasz nikogo.

Drogą klasyczną, jak większość poprzednich wypraw, ekspedycja geologów z Władimirem Jerofiejewem (autorem relacji Pamir – Dach Świata) dostała się do Pamiru Wschodniego. Krainy o księżycowym krajobrazie, sporadycznie zamieszkałej przez koczujących Kirgizów, której pokonanie wiązało się z szeregiem niebezpieczeństw. Największym zagrożeniem dla karawan byli basmacze. Drugim – niezwykle surowy klimat bez możliwości zdobycia pożywienia po drodze poza polowaniami na kiiki i archary. Wielkim problemem była dostępność paszy dla koni i zwierząt jucznych oraz opału. Stąd karawany wszystko, co potrzebne wiozły ze sobą.

Tempo karawany dyktował tutek, na który chorowali wszyscy zdobywcy (także konie) oraz zaspy śnieżne i inne naturalne przeszkody. Np. rzeki i górskie strumienie, które poważnie wzbierają w południe, wraz nasilającym się operowaniem promieni słonecznych. Pamiętajmy, że Pamir leży na szerokości geograficznej południowej Grecji.
Do dzisiaj obowiązuje zasada, że pokonywać bezpiecznie brod możemy, kiedy woda zalewa nas do połowy uda. Idzie o to, że większe masy wody toczą po dnie ogromne kamienie, które nas zetną z nóg (lub konia) i poniosą ku głębi.

Trasa tej ekspedycji wiodła przez doliny Markan-su (zwaną Doliną Śmierci), Kara-kuł, Muz-koł (Doliną Lodową), Ak-bajtał oraz płaskowyż Pamiru (Pamirskim Traktem) do Pamiru Zachodniego (przez Dolinę Wielkiego Pamiru – wzdłuż jeziora Zor-kuł).
Niezwykle spektakularnie ekspedycja pokonywała wąwozy Pamiru, Piandżu owryngami, rzekę Bartang na wysokości Ruszanu (Kałaj-i-Wamar) i dwie przełęcze: Odudi z Ruszan do doliny Jazgulem oraz Guszchon (zwaną Krwawą) z Jazgulem do Wanczu.

Film, nakręcony z tej ekspedycji pozwala przenieść się w początek XXw i poczuć klimat prawdziwych wypraw.
Pamiętajmy, że Drogę Pamirską z Kyzyłart do Chorog Rosjanie wybudowali w 1933 roku (Chorog – Duszanbe, w latach 40-stych). Nie przypominała ona tej dzisiejszej, którą pokonać można w ciągu jednego dnia, jak się kto uprze.
Jedyny, znany mi owring, który funkcjonuje do dzisiaj, to ten na południowym szlaku na Pik Majakowskiego.

Przepływanie Piandżu na tursuku, to mistrzostwo świata. Dzisiaj już chyba takich śmiałków nie spotkamy, choć nie zarzekam się. Bardzo interesująco został pokazany folklor Tadżyków pamirskich.

Z innych ciekawostek. Wynurzenia Jerofiejewa po wjeździe do Chorogu:
Chorog w niedalekiej przyszłości będzie miastem. Powstaje już pierwsza ulica, jak grzyby po deszczu wyrastają domy, gmachy urzędów, szpital, szkoła i kino. Wzdłuż projektowanego chodnika ciągną się dwa rzędy młodych topoli.
Na rynku siedzą, podwinąwszy nogi, milczący Hindusi i Kaszgarczycy. Nie mają co robić, przekładają niezliczoną ilość razy towary w swoim kramiku.
Czego tu nie ma! Łamiące się przy pierwszym dotknięciu grzebyki celuloidowe (made in Germany), środki na porost włosów (made in France), pachnące olejki (made in Italie), zbutwiałe „patentowane” szelki (made in England).
Pomyśleć, że całą tę tandetę, na które nawet w Indiach nikt nie chce spojrzeć, ciągną setki kilometrów na osłach, potem przemycają na własnych plechach przez dwie granice, ryzykując życiem, wreszcie przeprawiają się przez Piandż na tursukach.” 
Zapraszam do oglądania.