Alek Grąbczewski


Kuzyn do pary. Jakby nam jeden Grabczewski padł na szlaku mieliśmy drugiego w zanadrzu. Alika zwerbował kuzyn młodszy. I słusznie. Mieliśmy ładny przekrój charakterów rodowych, z których dałoby się złożyć Bronisława.
Alek zasłużył na miano Myster Bąbel. W swoim procesie badawczym ostatecznie rozstrzygnął, która metoda „na bąbla” jest skuteczniejsza. Plastry żelowe czy „przebić i zostawić”. No, z tym zostawić, to nie tak bardzo, bo ponieważ mimo bąbli Alik dzielnie maszerował przez dni 5 do mety samej. Z całej ekipy to on fizycznie dostał najbardziej w kość.
Chciał już nawet zostać pokarmem dla mrówek w chwili rezygnacji ale mrówek akurat było nietu. Much za to skolka ugodna ale na muchy nie było zgody.

Alik był naszym drugim a w zasadzie pierwszym lotnikiem. Zdjęliśmy go z Duszanbe, gdzie na nas cierpliwie czekał a pożegnaliśmy w Tawildarze. Trochę szkoda… bo jeszcze kawałek ciekawego Pamiru było przed nami i kawałek fajnej górki do zdobycia.